Link 15.08.2006 :: 00:02 Dopisz (0)

Sen zakradł się niespodziewanie. Jeszcze przed chwilą przekonana, że nie zaśnie, przekręcała się z boku na bok, z głową nabrzmiałą od myśli i wspomnień. Przeżywała na nowo wyjątkowe, nawet jak na niego, humory Swego Pana, do którego wymuszone poddanie przeszło już chyba wszelkie możliwe etapy i rodzaje ludzkich relacji, a aktualnie tkwiło na bliskich małżeństwu uczuciach: przyzwyczajeniu i swoistej obojętności; przetrawiała je wciąż na nowo, słowo po słowie, spojrzenie po spojrzeniu, każdy gest. Jeszcze przed chwilą przekonana, że nie zaśnie, że nie zniesie tego dłużej i więcej, jak żona, która po kolejnej awanturze warchoła i pijanicy zwanego jej mężem wystawia jego rzeczy za próg, nie bacząc na to, że za kilka dni, gdy emocje opadną, pozwoli mu wrócić, tak i ona w myślach przeganiała go od siebie precz.
Ona. Jego. Nareszcie...!
Sen był niespokojny. Wierciła się i jęczała, a proste, brązowe włosy lepiły się jej do spoconej twarzy. Twarz Ulryka rozmywała się, falowała jak wzburzone morze. W końcu rozpadła się na atomy, a to, co na powrót skleiło się z tych maleńkich elementów, za nic nie chciało przypominać pierwowzoru.
Nie od razu rozpoznała swoją wioskę. Rozświetlana światłem płonących strzech noc była zbyt nieznajoma, zbyt złowroga. Ludzie w panice rozbiegali się we wszystkie strony... Rozszalałe przerażeniem punkciki dobiegających kresu istnień. Kobiety chwytały w swe objęcia dzieci. Mężczyźni szukali żon. Niektórym płonęły włosy lub odzienie. Ci miotali się szczególnie rozpaczliwie.
Wizja, tak zatrważająco realna, choć przecież będąca wytworem nieskrępowanej świadomym myśleniem, szaleńczo kreatywnej wyobraźni, więziła ją, zniewalała.
Dym, pożoga, krzyki. Śmierć.

Hilke spała mocno. Zbyt mocno, by mogła się uwolnić.




Link 13.03.2006 :: 23:00 Dopisz (17)

Ulryk von Schmerzenkopf, pan na włościach Grossentzückendverschlusshoheitsvoll, czuł niepokój. Uczucie to nie odstępowało go na krok od dłuższego czasu, przeganiane uporczywie powracało, niczym wszawica u poddanych mu chłopów.
Nic nie pomagało. Ani hektolitry wina, które na licznych biesiadach z zapamiętywaniem wlewał w gardło, opróżniając niemal doszczętnie rozległe podzamkowe piwnice, ani medykamenty, usłużnie (a jakże...) podsuwane przez nadwornych medyków, ani kobiece wdzięki, których damy dworu i służki nie zwykły mu skąpić. Polowania, turnieje rycerskie i cała reszta książęcej codzienności nie była w stanie zapewnić mu choćby krztyny poczucia bezpieczeństwa.
Zbliżało się... coś. Wielkiego i strasznego. Wyczuwał to. Napięte jak postronki zmysły informowały go o nadciągającym zagrożeniu. Informował go o tym także jego osobisty Mag i Astronom, lecz o jego dominującym w gruncie rzeczy w sprawie wkładzie książę jakoś zapominał.
Stojąc przy oknie, Ulryk podziwiał panoramę podległej mu wsi, malowniczo ubłoconej w powitaniu nadchodzącej wiosny, która zazieleniła już okoliczne wzgórza. Humor wyjątkowo mu nie dopisywał, nawet jak na stan, w jakim przyszło mu się znajdywać. Hilke, jego ulubienica, prosta, acz nader urodziwa dziewka z wioski, jako pierwsza przekonała się o tym, a wiedza ta była na bieżąco aktualizowana, gdyż pan wzywał ją raz po raz, by szukać u niej ukojenia i przepędzał ją nim zdołała tego dokonać. Arsenał standardowych środków zaczynał się już wyczerpywać i Hilke z niejakim lękiem wyczekiwała kolejnej wizyty u księcia.
Ulryk tymczasem pogrążony był w niewesołych rozmyślaniach.
„Mam wiele – dumał zafrasowany. – I to niejednemu jest solą w oku. Wrogów mogę mieć wielu. Nigdy nie wiem, kto może na mnie nastawać”.
Dokonawszy tego zdumiewającego odkrycia, książę westchnął rozdzierająco, jakby żelazem przypalano mu członki.
„Życie moje jest w ustawicznym zagrożeniu. W każdej chwili może zostać okrutnie przerwane...”. Myśl ta była tak straszna, że nie był w stanie jej dokończyć, nawet we własnym umyśle. Z nagła zwiotczałe kolana ugięły się pod nim, oddech zamarł w okutej zbroją klatce piersiowej. Resztkami sił dowlókł się do drzwi i zawezwał Hilke.




Link 07.02.2006 :: 09:22 Dopisz (38)

Tytułem wstępu...

Natchnięta przez nieopanowane moce mojego kapryśnego umysłu (w głównej zaś mierze przez moją Drugą Połowę, ale ciii ;), założyłam tego oto bloga, którego teraz składam w Wasze ręce. Celem jego jest tworzenie w każdym tego słowa znaczeniu. Mówiąc po ludzku: chodzi mi o to, byśmy pisali razem :) My, czyli Siewca, ja i ktokolwiek tu zawita - zasadniczo wszyscy są mile widziani. W zamierzeniu mym ma to wyglądać tak, że ktoś (czyli zapewne Siewca lub ja ;)) zamieszcza notkę, będącą początkiem utworu literackiego: opowiadania, bajki... whatever - a Wy dopiszecie resztę.
Enjoy! :)

Let's get it started.





Księga




Współtwórcy

Ferox
Adi
Pszczółka


Nie za skromnie o mnie ;)

Moja radosna TFUrczość
Wanna see me?

Designed by me
Based on Art taken from ArtFan